• Wpisów:103
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:9 777 / 1208 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Najgorsze jest w tym wszystkim chyba to, że nie mam czasu dla przyjaciół. Wiem, że to ich denerwuje, mnie też, ale co mam zrobić jeśli naprawdę non stop się uczę? Czy tak ciężko jest zrozumieć, że to nie tak, że nie chce się spotkać, tylko po prostu nie mam kiedy! Przecież nie robię tego złośliwie w myśl "A ciul z Tobą, nie i chuj". No nie, to tak nie działa. I tak, nawet godzinkę jest mi ciężko wygospodarować, chociaż pewnie trudno to zrozumieć. Ale co ja poradzę? Wiem, że może mi się nie uda dostać na studia i wtedy zostanę w domu, a ten czas poświęcony na naukę będzie niby "zmarnowany" według nich. No tylko właśnie nie do końca, bo przynajmniej nie będę miała sobie nic do zarzucenia - przecież ja się uczyłam, a że nie wyszło? Bywa. Stres przedmaturalny, a do tego problemy z ich strony, czy można pomarzyć o czymś lepszym?
Co więcej, spina o to, że chcę jechać na wakacje z chłopakiem i znajomymi, a nie bez niego, żeby WYRYWAĆ I IMPREEEZOWAĆ. Może jestem nienormalna, ale już raz pojechałam na wakacje opierające się na ciągłych imprezach i okazało się, że po pierwsze to nie mój klimat, a po drugie wtedy byłam sama. Myślałam, że to logiczne, że skoro jestem w związku to nie będę chciała wyjechać gdziekolwiek bez drugiej połówki, ale tutaj też ZONK, bo okazuje się, że o to również można się obrazić. Ale przecież możemy jechać wszyscy razem większą ekipą, prawda? Nieprawda, "nie, bo nie" xD
Czemu ludzie sami stwarzają sobie problemy z niczego?
  • awatar Pantokratorka: Współczuję, nie dość że takie problemy to jeszcze demotywacja w stylu 'po co się uczysz skoro i tak możesz się nie dostać'. Zero akceptacji czy chociaż uszanowania Twoich decyzji :c Ale po maturze przynajmniej zejdzie cały ten stres i też będzie inaczej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jestem zmęczona, chcę spać i wstać tuż po maturze. Chcę już najdłuższe wakacje życia. Chcę móc cieszyć się wolnością, a nie słyszeć z tyłu głowy alarm oznaczający zbliżający się egzamin. Mam dosyć, jedyny plus jest taki, że kończę szkołę. W niedzielę już nie wytrzymałam, musiałam się wypłakać, to wszystko mnie przerasta, a ja za bardzo się przejmuję. Ale jak mam się nie przejmować? Jak mam być spokojna, kiedy "Wiem, że nic nie wiem" a matura już stoi przed moim pokojem. Z jednej strony to może być moja sromotna porażka, a z dugiej mogę postarać się ogarnąć i chociaż spróbować nadrobić resztę materiału w 2 tygodnie. Nie wiem co to będzie, ale chcę już być po.
Wbrew pozorom najbardziej chyba jednak boję się ustnego polskiego, nawet bardziej niż rozszerzeń. Najśmieszniejsze jest to, że dosłownie każdy we mnie wierzy. Nie ma osoby, która nie powiedziałaby "Kto ma się dostać, jak nie Ty, tyle czasu na to poświęciłaś". A to zamiast mnie pokrzepić sprawia, że mam ochotę krzyczeć i drapać. Nie chcę ich zawieść, nie chce zawieść siebie, ale wiem, że tak się może stać. I co wtedy, jak ja im spojrzę w oczy? Jak mam stanąć przed nimi i uśmiechać się, wiedząc, że tak we mnie wierzyli a mi się nie udało?
Ostatnie tygodnie to jeden wielki KOSZMAR...
 

 
Boże, nawet nie chcę wiedzieć ile dni zostało do matury, bo ta liczba zaczyna się dwójką i jest również TYLKO dwucyfrowa.
Jestem przerażona(?), mam wrażenie, że nic nie umiem, chociaż niby wiem, że to nieprawda. To nawet nie jest stres, sama nie wiem co to, zresztą doskonale zdaję sobie sprawę, że jeśli nie dostanę się na wymarzone studia to nie koniec świata, ale... No właśnie, jest to ALE. Moja ambicja nie pozwala mi na porażkę. Teoretycznie mogę zostać w domu rok i poprawić maturę i tak właśnie zrobię jeśli w tym roku się nie uda, a z drugiej strony nie chcę na to pozwolić. Przygotowuję się do tego od dwóch lat, ale wciąż mam wrażenie, że powinnam robić więcej i więcej, chociaż nie jest to fizycznie możliwe, bo albo bym nie spała albo miała 0 czasu dla siebie i chłopaka.
No cóż, oby do 22 maja i rozpocząć najdłuższe wakacje w życiu. Tego nie mogę się doczekać ♥
Niesamowite jest w ogóle to, że bloga założyłam w grudniu 2014, albo styczniu 2015, a tu już 2018 a ja wciąż raz na jakiś czas się tu pojawiam wygadać. Mam nadzieję, że teraz będę jednak częściej, bo w końcu odzyskam CZAS. Ciekawa sprawa, każdy dzień ma 24h a ja mam wrażenie że cały ostatni rok trwał jakby 1 dzień.
Śmieszne również jest to, że zaczynałam będąc PSEUDOFIT i robiąc jakieś bilanse, ograniczenia kalorii, cuda na kiju i wiecie co? Wróciłam do wagi wyjściowej. Bywa i tak, co prawda teraz od 4 dni znów rozpoczęłam dietę (wow, szacun, szalony okres, wowoowow), ale trochę bardziej ogarniętą niż 700kcal dziennie xD No i po maturze w końcu znajdzie się czas na ćwiczenia, które zaniedbałam od wakacji i całego tego roku szkolnego.
Do matury 0 czasu, do lata też, jak żyć?
 

 
Ledwo nadążam, na nic nie mam czasu. Dieta? Super, nawet się trzymam. Dziś zgrzeszyłam z ciastem, ale obiecałam sobie, że raz w tygodniu mogę. Ćwiczenia? Porażka, kompletny brak czasu. Na szczęście nadchodzący tydzień ma być nieco luźniejszy, więc spokojnie powinnam znaleźć czas na naukę, ćwiczenia i jeszcze, żeby zostało chociaż troszkę dla mnie.
Ja nie proszę o wiele, tylko błagam, niech ktoś wydłuży dobę, bo 24 godziny to stanowczo za mało.

62 dni do studniówki, sukienka prawie wybrana, podwiązka zamówiona, brawo ja, pierwszy raz wszystko wcześniej, a nie 2 dni przed imprezą.
Wagi wciąż nie posiadam, ktoś ją zawalił z łazienki, dochodzenia trwa, śledztwo rozpoczęte.
 

 
177 dni do jednego z najważniejszych egzaminów mojego życia.
Tak naprawdę to od niego zależy cała moja przyszłość. Czy się stresuję? Jestem obsrana po kostki.
Mam wrażenie, że przez miesiąc odpuściłam sobie totalnie naukę. Ale od dziś wracam, z pełną parą. Muszę pogodzić ze sobą wiele rzeczy, ale kto jak nie ja?
66 dni do STUDNIÓWKI. I co? I około 10 kg do zrzucenia. Jest porażka, wiem, że to praktycznie niemożliwe. Ale chociaż się postaram.
Diety się trzymam, możecie być dumni. Problem? Nie ćwiczę, jesienny i depresyjny nastrój udziela mi się do tego stopnia, że jedyne na co mam ochotę to leżeć wtulona w chłopaka i spać. Ale tak się nie da, niestety. Muszę przezwyciężyć listopad (btw. to najgłupszy miesiąc całego roku, przysięgam) i wziąć się w garść.
Nie wiem jak zakładając 2 lata temu tego bloga miałam motywację do tego, żeby LICZYĆ kalorie. Jezu, serio? Teraz nie będę tego robiła. Nie wiem też czy pisać co jadłam, ale chyba jednak tak będę robiła. To najlepszy sposób na mnie #potwierdzoneinfo.

Okej, to tyle, zmykam na korki (:
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Czemu nie możliwe? 1Kg tygodniowo przy zdrowym odchudzaniu się chudnie ;) czyli bez problemu 8kg w ciagu 2 miesięcy ;) tylko pamiętaj zdrowe jedzonko ;) przy okazji zapraszam na wyzwanie 21dni bez cukru ;) na moim blogu :) A co to za egzamin ? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Podziwiam swoje zacięcie.
Bo nie robię nic.
Diety się nie trzymam, ćwiczyć nie ćwiczę, ogólnie nie robię nic.
Postaram się od dziś, mam nadzieję, że mi się uda, chociaż teraz.
Moim celem jest schudnięcie 3 kg na miesiąc. I tak przez 4 miesiące.
Najzabawniejsze jest to, że nie mam pojęcia ile ważę, ponieważ moja waga nie ma baterii.
Ale to dobrze, wręcz doskonale. Pierwsze ważenie będzie 1 września, w ten okropny dzień rozpoczęcia roku.
To znaczy okropny, zależy dla kogo. Mnie czekają kolejne 2 lata w liceum, 2 lata ciężkiej pracy, żeby dostać się na wymarzone studia.
Cóż, mi to pasuje, nos w książkach, nie będzie czasu myśleć o jedzeniu haha
 

 
Bilans niekoniecznie najlepszy, no ale ...
Wiecie co, korzystam z tej aplikacji fat secret i przez to nie zawsze i nie bardzo chce mi się tu pisać, ale jednak ta strona jest ważna dla mnie (:
Więc, jadę
Bilans:
- 1,5 bułki wieloziarnistej z 2 plastrami sera żółtego i twarożkiem z cebulą
- lód
- ogórkowa + zapiekanka gyros
- krówka
ŁĄCZNIE: 1400kcal

Ćwiczenia:
- rozgrzewka 5 minut butt&thights fitness blender
- 23 minuty cardio fitness blender
- make butt bigger fitness blender (5 minut)
- i też coś z butt i thights z fitness blender (5 minut)
- 1h na rowerku stacjonarnym
 

 
Dzień zaczęłam od szklanki wody z cytryną i miętą, podobno to pomaga na odchudzanie, zobaczymy.
Potem na czczo rowerek i dopiero śniadanie.
Akurat dziś zjadłam sporo kalorii, ale nie mam wyrzutów sumienia, bo były to dobre kalorie, a nie ze śmieciowego żarcia, mimo to jutro będzie ich mniej.

Bilans:
- bułka wieloziarnista z serem
- -||- z pastą z tuńczyka
- kawałek pizzy domowej
- 2 banany (wiem, że tuczą niby, ale serio je kocham, ogólnie owoce mogłabym jeść kilogramami, to mój problem)
- buka wieloziarnista z serem i pomidorkami koktajlowymi
ŁĄCZNIE: 1650kcal

Ćwiczenia:
- 50 minut na rowerku stacjonarnym
 

 
Brawo ja.
Przytyłam znów kilogram, hahahahhahaha
Boże, moje nieogarnięcie w tym roku
4 miesiące chwila diety, fast food
Ostatni tydzień wpierdzielałam wszystko jak leci
Ale się ogarnęłam
Miesiąc do moich urodzin, muszę coś ze sobą zrobić
Daję sobie miesiąc wstępnie na 3kg
Cel jest osiągalny, więc... Nie mam na co czekać, samo się nie zrobi
Raz mi się udało, to drugi też dam radę
Potrafię być silna, jeśli chcę.
WIEM O TYM.
Jestem niezniszczalna, po każdym upadku się podnoszę i wracam do gry.
Od dziś wszystko planuję i zapisuję.
Nie ma żartów.
 

 
Moja konsekwencja w pisaniu po prostu powala, hahaha.
Jakby co, to nadal walczę, a waga wskazuje 61.2kg
Od jutra wracam z bilansami, a przynajmniej się postaram
60 jak zobaczę na wadze, to będę przeszczęśliwa, potem szybko do 55-56 i jestem usatysfakcjonowana :3
 

 
Czwartek, czyli mój cheatday.
Staram się rozsądnie podchodzić do diety, przez co pozwalam sobie na jeden dzień takiego czegoś, Jasne, nie opycham się wtedy burgerami, frytkami, czy pizzą. Dziś zaszalałam troszkę z czekolada i zjadłam więcej owoców niż zwykle. Przede wszystkim dieta to ma być też zabawa dla mnie, fakt, że potrafię wytrzymać cały tydzień, żeby tego jednego móc się na coś skusić. Oczywiście, jeśli nie będę miała ochoty, to nie robię czegoś takiego. Ale jeśli mam, to dlaczego nie? Przecież nic się nie stanie.
Znajmy umiar we wszystkim i nie przesadzajmy w żadną stronę!
Dziś, z okazji tego pięknego dnia, pochłonęłam 1700kcal
I wiecie co?
Dobrze mi z tym! (:
 

 
Bilans:
- 2 kromki chleba z masłem orzechowym + kawa z mlekiem
- jabłko
- owsianka
- zupa jarzynowa + 2 gołąbki
- sałatka z kurczakiem wędzonym, selerem, jogurtem naturalnym, kukurydzą, ogórkiem kiszonym (znaczy niewiele tej sałatki) + 7 śliwek suszonych
+ kawa z mlekiem, bo usypiałam
ŁĄCZNIE: 1300kcal
 

 
Dziś zdjęcie szwów, nareszcie ♥
Cały dzień na zakupach, jestem padnięta.

Bilans:
- 2 kromki chleba z masłem orzechowym + kawa z mlekiem
- jabłko
- 37g ciastek kruchych zbożowym z malinami 'Kupiec'
- filet z piersi z kurczaka w panierce + sałatka + szklanka soku pomarańczowego
- łyżeczka masła orzechowego + kawa z mlekiem
ŁĄCZNIE: 1000kcal
 

 
Boże, czuję się taka szczęśliwa.
Będąc na diecie czuję kontrolę, wiem, że mogę wszystko.
Mogę się powstrzymać przed jedzeniem, ja panuję nad tym, a nie to nade mną.
Jutro jadę na zdjęcie szwów z kolana, więc jestem strasznie szczęśliwa.
Odliczam dni do momentu aż będę mogła wrócić do moich ukochanych ćwiczeń!

Bilans:
- 2 kromki chlebka chrupkiego z pasztetem pomidorowym
- owsianka (szklanka mleka 1,5%, łyżka miodu i 5 łyżek płatków owsianych błyskawicznych; każda moja owsianka tak wygląda)
- 2 kromki chlebka chrupkiego z pasztetem pomidorowym
- rosół + schab pieczony schab wieprzowy z pomidorami i sałatka z serem feta
- pół jabłka, łyżeczka masła orzechowego i kawa z mlekiem
Oprócz tego piję mega dużo zielonej herbaty i wody. Innych napojów nawet nie dotykam (: Tylko to jest dla mnie bezpieczne (:
ŁĄCZNIE: 1030 kcal
 

 
Okej, więc, w czwartek zrobiłam sobie cheat day, w resztę dni diety trzymałam. W weekend zawsze jestem tak zabiegana, że nawet nie mam czasu tu dodać posta ): Niestety nie pamiętam co jadłam w piątek i sobotę, hahaha
Bilans z wczoraj:
- 2 kromki chlebka chrupkiego z serem
- rosół z makaronem (niby jakiś fit, mama kupuje, bo zmotywowałam też do diety)
- pieczony schab wieprzowy z pomidorami, ziemniak i sałatka z serem feta
- jabłko
- 2 kromki chlebka chrupkiego z pasztetem z żurawiną
ŁĄCZNIE: 850kcal
 

 
Bilans:
- 2 kromki z pastą z tuńczyka (moja ulubiona, a już się skończyła, co ja będę jadła ): )
- 3 mandarynki
- danio waniliowe
- gulasz ten, co wczoraj z kaszą gryczaną i też 3 ogórki kiszone
- 2 kromki chleba chrupkiego z serem żółtym i 4 pomidorkami koktajlowymi
+ mini kawałek ciasta, tylko na sprobowanie

Dziś nie robię brzuszków, a jutro wbijam na 100
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bilans:
- 2 kromki chrupkiego chlebka z pastą z tuńczyka
- jabłko
- danio waniliowe
- gulasz z szynki z kaszą gryczaną i 3 małe ogórki kiszone
- jogurt z biedrony xd
- 2 kromki chlebka chrupkiego ze śledziem w śmietanie

Ćwiczenia:
- 90 brzuszków
 

 
Bilans:
- 2 kromki chrupkiego chlebka z pastą z tuńczyka
- jabłko
- jogurt typu greckiego z truskawkami
- to, co na śniadanie + kromka chleba chrupkiego ze śledziem w śmietanie
- danio waniliowe
- znów, to samo, co na śniadanie
Nie liczę kalorii, nie chce mi się ;_;

Ćwiczenia:
- 80 brzuszków
 

 
Jestem po operacji kolana, co oznacza 3 tygodnie bez ćwiczeń. Bomba...
No cóż, trudno, ale nie poddaję się dalej.
Oczywiście, nie zrezygnuję kompletnie z ćwiczeń, skupię na brzuchu. Będę robiła tylko brzuszki, codziennie zwiększając ich ilość o 10. Może przez te 3 tygodnie i brzuszki uda mi się cokolwiek zdziałać z moją oponką.

Bilans:
- musli z mlekiem 1,5%
- 2 kromki chleba chrupkiego z śledziem w śmietanie (spróbowałam też sałatki z pstrąga)
- 2 mandarynki
- pół mandarynki
- danio waniliowe
Ćwiczenia:
- 60 brzuszków
 

 
Powiem szczerze, że musiałam ogarnąć siebie i wszystko dookoła.
Dietę, taką całkowitą, prawdziwą, bez podjadania, bez oszukiwania trzymam dopiero od niedawna. Nie chciałam tu pisać przez ten czas, bo uważam, że byłam zbyt słaba.
Ale teraz, kiedy już ogarniam wszystko, mam czas na wszystko, na wprowadzenie ćwiczeń, jest idealnie (:

Bilans:
- owsianka
- makaron pełnoziarnisty z łososiem, szpinakiem i sosem cztery sery
- banan
- 3 grzanki z chleba tostowego pełnoziarnistego z serem i pomidorem i parówką (tak, tak, fuj, ble, co tam dają, ale dokładnie wiem co w nich jest)
- 4 mini ciastka z ciasta francuskiego z jabłkiem
ŁĄCZNIE: 1500 kcal
(To nie jest mój idealny bilans, ale nie załamuję się. I to własnie specjalnie dziś napisałam swój pierwszy bilans po przerwie. Muszę przestać wstydzić się tutaj pisać, w końcu to mój blog do cholery, mój dziennik odchudzania.)

Ćwiczenia:
- 100 przysiadów
- 37 minut cardio Fitness Blender
- 35 minut na rowerku stacjonarnym
 

 
Bilans:
- 1 i pół bułki z szynką, pomidorem i serem (zapiekane)
- rosół, gotowana marchewka + udko z kurczaka w miodzie
Łącznie: 900kcal

Ćwiczenia:
- 200 przysiadów
 

 
Bilans:
- 2 kromki chlebka chrupkiego
- owsianka
- winogrono
- kapuśniak, gulasz + 2 kromki chlebka chrupkiego
- serek Bakoma + kubek gorącego mleka z łyżeczką miodu
ŁĄCZNIE: 930kcal

Ogólnie to wypijam dosłownie hektolitry zielonej herbaty, a jeśli nie to, to tylko wodę (:
 

 
Ech, miałam mega problemy z utrzymaniem diety.
Jedyne co, to ćwiczyłam.
A teraz dieta 2x mocniej + ćwiczenia (ale jeszcze nie teraz, może za jakiś czas, bo znów choroba zaatakowała).

Bilans:
- 2 kromki chleba chrupkiego
- serek Bakoma Polskie smaki
- 2 kromki chleba chrupkiego
- owsianka
- zupa(kapuśniak) + gulasz z wieprzowiną i 2 kromki chleba chrupkiego
ŁĄCZNIE:800 kcal

Pierwszy bilans od dawna, z którego jestem naprawdę zadowolona! (:
  • awatar akniht: jeśli Ty jesteś zadowolona, to jedyne co nam pozostalo to Ci pogratulować ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Lepiej nie będę pisała bilansu, bo dzisiaj ostro poleciałam z kaloriami. No cóż, zdarza się, 0 załamki.
Za to ćwiczyłam i zaczęłam zauważać małe zmiany. Na pewno poprawił mi się tyłek, z tego jestem dumna.
Brzuch też wydaje mi się twardszy.
Nie ważę się, chcę to zrobić 1 lutego. Chociaż patrząc na to jak zawalam dietę, cienko będzie i nie liczę na jakieś spektakularne efekty. Muszę się wziąć w garść przede wszystkim.
Ćwiczenia:
- 100 przysiadów
- Mel B brzuch
- wymachy nogą przy ścianie po 20 na każdą

A, odnośnie moich bilansów. Ja nie zrezygnuję z mięsa, jajek, ani produktów zwierzęcych. Myślałam o tym, nie powiem, że nie. To jednak nie jest dla mnie. Uważam, że każdy jest inny i ma prawo do podejmowania decyzji, moja jest taka, że zostaję przy mięsie, które ograniczam głównie do drobiu. No i kocham ryby jeść.
 

 
Jestem, jestem! Z dietą słabo przez trzy dni, ale ćwiczenia zaliczałam! Co poskutkowała niezłymi zakwasami ):
Bilans:
- 2 łyżki jajecznicy + kromka chleba chrupkiego, 2 łyżki twarogu z cebulą i 1 kromka chleba chrupkiego z pastą z łososia
- danio waniliowe
- 2 kawałki piersi z kurczaka w cieście francuskim + 2 ogórki konserwowe
- danio waniliowe
ŁĄCZNIE: 1030kcal

Ćwiczenia:
- 150 przysiadów
- Mel B brzuch
 

 
Wczoraj
Bilans:
- ciastka, te same co wcześniej
- banan
- bułka (pół z serem, pół z pasztetem)
- bułka z pasztetem
- mandarynki

Dziś:
- 2 kromki chleba z serem
- kawałek sernika od Babci (dla Ciebie zrobiłam, nie zjesz, anoreksja, choroby, ble ble ble)
- tortilla domowej roboty/

Nie liczę kalorii, znów mi się nie chcę.
Zastanawiamy się z koleżanką nad tym, żeby zapisać się na zumbę. Oprócz tego ćwiczyłabym w domu.
Od jutra mogę ćwiczyć normalnie, już ze mną dobrze, wyzdrowiałam i nabrałam sił (:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mam chyba grypę jelitową... Nie mogę patrzeć na jedzenie, ale coś tam trzeba było zjeść, więc..

Bilans:
- banan
- jabłko zielone
- takie ciastka, jak bellvita (5)
- trochę kisielu cytrynowego - Mama powiedziała, że dobry na brzuch
Łącznie: 470kcal

0 ćwiczeń, nie mam sił w ogóle...
 

 
Bilans:
- parówka z jajecznicą z pomidorami (nie pytajcie, tata wymyślił śniadanie)
- jabłko zielone
- kotlet z piersi z kurczaka z serem i pomidorem, łyżka ziemniaków (musisz zjeść, bo niedziela) + trochę sałatki gyros
- serek 0% tłuszczu

Ćwiczenia:
- 23 minuty na rowerku, 10km - mało, ale brak czasu
- 150 przysiadów
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Bilans
- sałatka gyros
- koktajl mleczny z malinami
- zapiekany schab z serem i brokułami
- 3 ciastka francuskie

Ale się wkurzyłam, te dwa ostatnie posiłki... Byliśmy u cioci, która ma problem, ze słowami 'dieta' i 'odchudzanie się'... Muszę jutro to jakoś ładnie nadrobić, bo jestem zła. nawet nie na siebie, bo gdyby nie rodzina ja bym tego nie ruszyła, chociaż ciasto francuskie wręcz ubóstwiam.
 

 
A więc mamy 2016.
Wow. Wiele się wydarzyło w minionym roku.
Zmieniłam podejście do żywienia, swój sposób życia.
Przede wszystkim zmieniłam siebie. Stałam się odważniejsza, pewniejsza siebie. Wiem, że jestem wyjątkowa, wiem, że jestem piękna. Nawet jeśli nadal ważę za dużo. jestem piękna i tyle.
Tak, chcę schudnąć.
Tak, jestem jedną z tych lasek 'Hej, od 1 stycznia nowego roku zmieniam siebie.' Wiem, że mi się uda. Widzę to po zeszłym roku.
Tak, mam zamiar wytrwać więcej niż 2 miesiące na tej diecie.
Tak, wiem, że znowu będę miała problem z rodziną w tej sprawie.
Tak, jestem gotowa do poświęceń.

A Wam moje słoneczka chcę życzyć wszystkiego najlepszego w tym nowym roku. Oby był lepszy niż poprzedni! Spełnienia marzeń!

Bilans (po sylwestrze wstałam prosto na obiad hahaha, a je muszę jeść z rodzicami):
- zupa jarzynowa, łyżka ziemniaków, jeden pulpet w sosie pomidorowym i trochę sałatki gyros
- jabłko zielone i pomarańcza
- sałatka gyros

Nie mam pojęcia ile to kalorii, ale nie chce mi się liczyć, dziś kalorii ):
  • awatar to the bones ♥: ladnie:) nie duzo tylko szkoda ze jesz mieso.. eh zreszta jak wolisz masz racje jestes piek na kazda z nas jest najwazniejsze jest poczucie wlasnej wartosci
  • awatar FatSecret: Ładny bilans :) Powodzenia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Spóźnione, ale są xD
Wesołych Świąt! I żebyście nie przytyły ślicznotki!